Czy sztuką jest zrobienie dobrej carbonary?

No wychodzi na to, że tak. Przynajmniej w  Makarunie. Ale od początku. Trafiłem tu za sprawą rozdawanych ulotek. Tak, pierwszy raz ulotka reklamowa skłoniła mnie do skorzystania z produktu/usługi. Szok. Następnego dnia poszedłem tam zjeść. Lokal położony strategicznie, bo na placu Kościuszki, lecz jednak w mocno przeciętnym miejscu, schowany między innymi szpetnymi budami, które już dawno powinny zniknąć i zostać zastąpione przez jakiś elegancki skwer, albo kamienicę. Ale to nie ja o tym decyduję.

DSC_0191

W środku już trochę lepiej, bo czysto. Po jednej stronie lada, za którą na zjedzenie czekają makarony i sosy, po drugiej kilka stolików. Dominuje barwa pomarańczowa, dość mocno bijąca po oczach, odblaskowa wręcz. I z tego co wiem, to takich bijących po oczach lokali będzie więcej. Intryguje dopisek “spaghetti and cafe” – w życiu nie zatrzymałbym się tu na kawę, zero tu kawiarnianej atmosfery.

Ale dobra, makaron. Można sobie wybrać sos z listy dostępnych, zawsze jest jakiś jeden na promocji, a to wszystko z pastą spaghetti albo penne. Pierwszego dnia wybrałem się na bolognese. Uznałem, że klasyka albo śmierć. No i było za pół ceny, także za niecałe 6 złotych dostałem kubek słabego, ale poprawnie ugotowanego makaronu z trochę pomidorowym, trochę mocno ziołowym sosem z całkiem sporą ilością mięsa. Smak mocno stołówkowy, ale o dziwo, małą porcją nawet się najadłem. Mięsko, jednolity czerwonobrązowy sos, trochę widocznych gołym okiem przypraw. Niestety zdjęcie mocno telefoniczne, bo trafiło na ten jedyny dzień, gdy nie wziąłem ze sobą lustrzanki.

received_1225204200841339

Zachęcony takim obrotem sprawy uznałem, że w tym miejscu drzemie potencjał, i już następnego dnia #gastro zabrał swoich znajomych na większą degustację.

I coś się stało że się zepsuło.

Bo drugiego dnia wszystko poszło nie tak. Skoro sos boloński dał radę, to uznałem, że trzeba ocenić drugą sztandarową kompozycję – carbonarę. Coś, czego w teorii nie da się zepsuć, bo polega na zmieszaniu ze sobą kolejno boczku, ugotowanego makaronu, żółtek (lub i całych jaj), sera (pecorino albo parmezanu) i czarnego pieprzu.

TO JEST PRAWIDŁOWA CARBONARA.

NA LITOŚĆ BOSKĄ, NIE UŻYWA SIĘ W NIEJ ŚMIETANY.

DSC_0199

DSC_0204

Nie wiem skąd ten obyczaj, nie wiem, czy jest on rozpowszechniony poza Polską. Ale powoduje, że sos wcale nie robi się “kremowy”, a co najwyżej “badziewny”. Szczególnie jak jest go za dużo, oblepi cały makaron, zwarzy się, jest kwaśny, i w ogóle niejadalny. A już broń Boże doda się za mało pieprzu, albo nie posypie się nim wierzchu. Niespodzianka! Dokładnie coś takiego dostałem. W pudełku było dużo spaghetii i gruba warstwa tego śmietanowego potwora na górze. Makaron, mimo ugotowania al dente, pozlepiał się i rwał. Gdzieś pomiędzy pojawiał się boczek, którego smak ledwo zanotowałem. Pancetta to to nie była. Całość była strasznie ciężka na żołądku, żałowałem że wziąłem dużą porcję. Zresztą ten obiad czułem w brzuchu aż do wieczora. I to wcale nie był dobry znak, chyba tylko cud uchronił mnie od rewolucji w mych trzewiach.

DSC_0207

Znajomi też zachwyceni nie byli. Sos meksykański smakował znajomo. Takie coś pomiędzy Łowiczem, a Dawtoną. Nie mówię, że te sklepowe są złe – ale jak bym taki chciał, to bym poszedł do dyskontu i sobie nabył. Jeśli ten aromat uzyskano bez używania słoików – winszuję. Przynajmniej dodatków nie pożałowano, pływa w tym trochę zwierząt, kukurydzy, fasoli i jakoś się to prezentuje

DSC_0196

DSC_0198

Szpinak z kurczakiem też był raczej daleki od ideału. Patrząc na niego, nie dziwię się, czemu dzieci w szkole tak nie cierpią szpinaku, w końcu wygląda dokładnie tak samo. A w smaku był nijaki. Dość tłusty. I niby kurczak miał to ratować, wszak niby był marynowany – ale chyba we wrzątku. Bo smaku w nim też brak. Sam makaron, jak dzień wcześniej, tak samo sklepowy, i moim zdaniem słaby. Szczególnie w tej cenie.

DSC_0197

DSC_0206

Zakończmy ten dramat, albo wycofując nieudane propozycje, albo regulując ceny. Bo nigdy więcej nie wydam 11 złotych na tak nieudaną carbonarę, nieważne jak wielka porcja by to była. Tak samo nie dał bym złotówki więcej za ten szpinak. A co chyba najbardziej irytujące, nie dopłacę 2 złotych za posypanie makaronu kawałkiem tartego parmezanu. Należy mi się to jak psu buda, jeśli chcemy mówić o włoskiej kuchni.

W takiej cenie wolę pójść (i zresztą serdecznie polecam) do Pasta Fresca (WzA, na #gastro też kiedyś się pojawi). Jest niedaleko, ceny podobne, porcje może ciut mniejsze, ale przynajmniej pasta jest robiona na miejscu. I jest przepyszna. Tam jakoś się da.

PS właśnie wszedłem na stronę internetową i dowiedziałem się, że Makarun to franczyza, z lokalami w Chojnie, Gdańsku, Krakowie, Lublinie, Rzeszowie, Warszawie i Żarach. I zaraz otwiera się drugi lokal w Szczecinie. Matkobosko, to się rozmnaża.

2/5, tylko przez ten w miarę zjadliwy i promocyjny bolognese.

Ceny:

  • Bolognese 5,90 zł w promocji; 7,90 mały; 9,90 duży
  • Mexicano 8,40 zł mały; 10,40 duży
  • Carbonara 8,90 mała; 10,90 duża
  • Spinacio con pollo 9,90 mały; 11,90 duży
  • Parmezan 2zł

Makarun | Facebook | www

  • To jest sieciówka, jak widać niestety z niskimi standardami. Ta carbonara woła o pomstę do nieba. Dobrze, że do Poznania raczej nie wrócą, bo chcąc przełamać monopol Piccolo, musieliby sprzedawać taki makaron za 4 zł za porcję. 😀