Zawsze marzyłem o takiej imprezie w naszym mieście. Jednak położenie w narożniku Polski średnio w tym pomaga. Każdemu będzie daleko, a dojechać jakoś trzeba. Tym razem, przy okazji Dni Morza 2016, udało się. Lista food trucków była pokaźna – 16 aut, z czego 3 szczecińskie. Przekrój ogromny – od burgerów i frytek po pizzę i tybetańskie pierożki.

DSC_0035

Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę. Szczecinianie zachęceni zróżnicowaną ofertą tłumnie przybyli na festiwal. Kolejki były spore, szczególnie u największych graczy tego zlotu – ustawienie się w kolejce do Momo oznaczało nawet godzinę stania. Mimo tego wszyscy dumnie stali.

DSC_0070

Jak jedzenie? Jak na zdjęciach. Smacznie było. Całkiem. Ale gdybym miał określić całość jednym wyrazem? Przereklamowane. Mówiłem o tym w moich krótkich wideo, które wrzucałem na facebooka (ps dajcie znać, czy ten format się podobał).

DSC_0052

Pierożki (15zł), które wzbudzały największe zainteresowanie były niestety mrożone i generalnie, przeciętne w smaku. Propsy jednak za sposób podania – te drewniane naczynia wyglądały genialnie i na pewno przykuwały uwagę odwiedzających.

DSC_0050

DSC_0040

DSC_0045

Meksyk (17-23zł), mimo ogólnie dobrego odbioru, był trochę wyprany z meksykańskich smaków. Chimichanga, bo tak nazywało się to danie, istotnie składało się z dużej ilości przyzwoitego ryżu, z małą ilością przeciętnej wołowiny. Najbardziej dominujący smak? Ostra papryka, dołączona do dania. To chyba jedno z niewielu miejsc, które nie podołało ogromnej ilości chętnych, bo musiało się zamknąć jeszcze przed zakończeniem Festiwalu, w niedzielne popołudnie.

DSC_0075

arabesca

Arabska kuchnia (~20zł) okazała się trochę droższym kebabem z całkiem niezłego kurczaka, z ogromną ilością mięty zamiast sałaty, i JEDNYM kawałkiem dodatkowo płatnego bakłażana. Odważnie, ale to nie to.

DSC_0071

DSC_0048

DSC_0059

BB Kings mimo ogromnego hype’u i grilla robiącego ogromne wrażenie, zawiodło mnie. Nie dość, że akurat nie było żeberek, na które tak liczyłem, to burger (20zł) nie porwał. Smacznie, kawał dobrze usmażonej wołowiny był, ale bez wyraźnego dymnego aromatu (w takim razie po co taki wypasiony grill?).

DSC_0061

Zabrakło tez jakiegoś silnego sosu, co by dopełnił kompozycji i połączył suche pieczywo z warzywami i mięsem.

DSC_0089

DSC_0092

Frytki jak to frytki (7/10zł) – przyzwoite, choć dość słone. I jednak robione absolutnie na świeżo, a nie mrożonkowe, smakują lepiej. Choć na takim festiwalu to akurat zrozumiem – przygotowanie jedzenia na taką ilość osób musiało być koszmarem.

DSC_0095

DSC_0101

Hot dog (10zł) był całkiem miłym doświadczeniem – świeże pieczywo, odpowiednie warzywa, genialny sos. Niby nic tu się spieprzyć nie dało, ale jednak jakaś radość jest.

DSC_0062

Pizza z food trucka jest dla mnie abstrakcyjnym pojęciem, bo przecież jak zmieścić taki wielki piec na samochód? Rozwiązania są dwa – albo mieć odpowiednio duże auto, albo specjalną przyczepkę. I tu dwa miłe akcenty, bo obie mobilne pizzerie dały radę, i o ile pizza truck jest z importu (łódzkie, jeśli dobrze pamiętam), o tyle Pizza Stop, bardzo niepozorne różowe auto, jest z naszego regionu, i być może będzie szansa na zobaczenie go chociażby na promce w Świnoujściu.

DSC_0043

Sam placek mimo dużej, typowo polskiej, ilości składników, nadal zaskakuje włoskością. Ciasto cienkie jak gazeta, idealnie upieczone, zdecydowanie dało radę. No i cena też przyzwoita, bo 18zł.

DSC_0086

Będąc przy plackach, to nie można nie wspomnieć o chyba najlepszym samochodzie tego festiwalu, czyli Lubish Langosh. Świetne węgierskie placki, bardzo sycące, idealnie przygotowane i usmażone. Trochę tłuste, ale tak ma być. Genialny, bardzo intensywny, czosnkowy sos. Największym sztosem okazał się zboczony żuraw z boczkiem i żurawiną w składzie. Niestety nie udało się zrobić jego zdjęcia, ale w zamian jest fota bardziej klasycznej kompozycji.

DSC_0065

Szczecińskie burgery przemilczam, ruch przy nich był spory, ale zauważalnie mniejszy niż przy obcych autach. Większość osób była jednak nastawiona na próbowanie nowych smaków.

DSC_0107

Poza zlotem znalazło się też parę innych ciekawych miejsc, między innymi wystawiły się Bajgle. Wiem też, że gdzieś stały Ale Ciacha, ale to raczej po stronie Wałów Chrobrego, a tam wyjątkowo w tym roku nie byłem.

Żałuję też, że nie znalazłem czasu i żołądka dla zapiekanek – wyglądały tak świetnie, a ja tylko przechodziłem obok.

DSC_0105

Moje wrażenia? Było super, organizacja zdecydowanie pierwsza klasa, może miejscami zabrakło stołów i trzeba było jeść na stojąco – ale to raczej tylko w szczytowych godzinach. Może trochę szkoda że w niedzielę kropił deszcz, zdjęcia wyszły jednak przyzwoite. Ogromne propsy dla załogi Belgijek za organizację tego wydarzenia. Dziękuję też uczestnikom konkursu,  czytelnikom i widzom, którzy śledzili moją relację na Facebooku i Snapchacie (snapchat = @zgadula). Widzimy się na następnym Zlocie?

I Festiwal Smaków Food Trucków w Szczecinie
Dni Morza 2016, Łasztownia