Bar Julia, Bar Marzenie, Dream Bar – bo pyszne żarcie nie jedno ma imię.

Tym tekstem otwieram cykl #PUMfun, poświęcony jedzeniu, jakie znajdziemy w okolicy Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego. Trochę tego jest – szczególnie że sam PUM jest zlokalizowany w wielu dzielnicach, a także poza Szczecinem; także raz na jakiś czas pojawi się coś nowego.

DSC_0628

 

Bar Julia, lub dawne Marzenie (nigdy nie przeboleję tej zmiany), to pewien fenomen. Położony na straszliwym zadupiu, bo na zakręcie ulicy Dąbrowskiego, w budynku należącym do WARSu, w sąsiedztwie… niczego. Jakieś osiedle mieszkaniowe, paskudne i strome schody prowadzące na Potulicką, Miejska Izba Wytrzeźwień. Do szpitala ponad 5 minut, w dodatku pod górkę. A jednak ludzi full. Kolejki wręcz absurdalne. Pełen przekrój ludzi – od lekarzy, profesorów, przez ratowników medycznych w uniformach, policjantów, robotników, pracowników kolei, studentów… you name it. W porze obiadowej normą jest czekać 20 minut na samo złożenie zamówienia. A jeszcze oczekiwanie na sam posiłek.

DSC_0626

Do wyboru zawsze kilka dań już przygotowanych, które wystarczy jedynie wyłożyć na talerz, tak rzecz się ma z zupami, pierogami, gulaszami itp, zawsze warto podpytać co akurat jest na ladzie. Oprócz tego można zamówić schabowego lub kotleta z kurczaka, z frytkami lub ziemniakami, lecz tu trzeba uzbroić się w cierpliwość.

Bo w Julii kotlety rozbijane i smażone są możliwie na bieżąco. Dzięki czemu zawsze są świeże, choć w zamian trzeba dość długo czekać.

DSC_0604

Wtedy z pomocą przychodzi pierwsze danie, na przykład zupa dnia, pomidorowa, za nieco ponad trzy złote. Nie zwracajcie uwagi na obtłuczony talerz – w zasadzie tak samo obtłuczony jest cały wystrój tego miejsca. Ładnie to tu nie jest. Czysto też nie zawsze, wszak przewija się tyle ludzi. Ale tu przychodzi się ze względu na cenę i smak, a nie na gourmet i inne badziewie. Ale wróćmy do zupy – a jej na talerzu jest sporo. Jest ciepła, w miarę pożywna, z odrobiną warzyw. Smak raczej typowo stołówkowy aniżeli jakiś mocno pomidorowy, makaron też lekko rozgotowany od przebywania w zupie, ale mimo wszystko całość jest w miarę doprawiona, lekko kwaskowa, dokładnie taka typowa pomidorówa. Bo przecież tego oczekiwaliśmy.

DSC_0607

Potem wjechało drugie danie. W zasadzie to zostało wywołane i sruu, na ladę. To rozwiązanie ma jedną zaletę, bo w tym samym miejscu zaraz można sobie wybrać sztućce – albo podłe plastiki, albo gourmet blaszane. Te drugie z pewnością lepiej spisują się do mięsa. Bo to tym się dzisiaj zajmiemy.

DSC_0615

Tak naprawdę to zawsze gdy jestem w Marzeniu, to biorę schabowego. W tej samej cenie jest też kotlet z kurczaka, jeśli ktoś woli koszernie. Można nim się spokojnie najeść. Zdjęcia nie kłamią, ten kotlet jest naprawdę spory. Dobrze upanierowany, rozbity trochę grubiej niż “na gazetę”. Usmażony poprawnie, choć trochę nieodsączony, przez co ocieka tłuszczem, ale to nic – frytki wszystko wchłoną. Schab przyprawiony jak przykazano – solą i pieprzem. Trochę nierówno, przez co miejscami jest słono, miejscami pieprzno, a miejscami smaku brak. Końcowy efekt jest jak najbardziej poprawny, sycący i całkiem smaczny.

DSC_0618

DSC_0619

Wieprzowi towarzyszy porcja frytek – wprawdzie mrożonki, ale przyzwoicie usmażone i przyrządzone na świeżym oleju. Z początku są dość chrupie, z czasem przesiąkają tłuszczem z kotleta i wodą z surówek. Wtedy robi się błoto. Które nadal służy jako niezły zapychacz. Można ewentualnie zamienić je na gotowane ziemniaki. A co do sałatek – kiedyś dostawało się trzy różne, zawsze idealnie losowe – nie było możliwości wyboru. Bo nie. A teraz podobno można poprosić o konkretne rzeczy. I tak można trafić na kapusty świeże i kiszone, buraczki, marchew, kilka innych. Każda ujdzie w praniu, choć z drugiej strony czego wymagać od utartej marchewki. #mięso.

DSC_0609

DSC_0612

Jako że nie byłem sam, to dane mi było zobaczyć jeszcze dwie inne potrawy – wątróbkę, którą przedstawiam tylko na zdjęciach, i naleśniki z serem, które nawet spróbowałem. Strasznie słodkie, smak porównywalny z serkiem homogenizowanym. Jak ktoś lubi – niech bierze, kosztują jakieś śmieszne pieniądze.

Tak można w zasadzie opisać całe menu Baru Julia – wszystko jest tanie. I w tej cenie – wszystko jest smaczne. Chyba nigdzie indziej nie najesz się pod korek takim prostym domowo-stołówkowym żarciem za niewiele więcej niż dychę. Mała uwaga: jeśli chcecie przyjść na naprawdę szybki obiad, możecie się sparzyć. Kolejki potrafią być zaskakujące.

4/5

Ceny:

  • Kotlet schabowy w zestawie 11 zł
  • Zupa dnia/zupa pomidorowa 3,30 zł

Bar Julia
ul. Dąbrowskiego (przy wiaduktach kolejowych)