Zawsze byłem ciekaw, jak wygląda knajpa po Kuchennych Rewolucjach prowadzonych przez Magdę Gessler. Czy rzeczywiście zmiany są tak duże, ludzie nagle zaczynają przychodzić, dzieją się cuda i w ogóle jest dobrobyt?

DSC_0659

Tak się złożyło, że (jeszcze przedpremierowo!) jeden z odcinków sezonu 2016 był kręcony w Szczecinie, w restauracji Aramia. Trochę się tym zaskoczyłem, bo wprawdzie nigdy nie odwiedziłem tego miejsca, ale słyszałem raczej dobre opinie. A jednak, coś musiało iść źle, że właściciel wytoczył tak ciężkie działa.

DSC_0661

Żeby tu trafić, trzeba mieć Aramię za cel. Tu nie ma miejsca na przypadek – lokal jest położony na uboczu osiedla, schowany między wieżowcami a szkołą. Gdyby nie szyld, to w życiu nie powiedziałbym, że w tak szpetnym baraku może znaleźć się gastronomia. Po tej burdelowej czerwieni prędzej spodziewałbym się czegoś innego. Jednak Google Street View (wrzesień 2011) rozwiewa moje wątpliwości – kolor został odziedziczony po niejakim EuroBistro.

DSC_0691

DSC_0669

W środku – praktycznie bez zmian. Dekor z kamieni na ścianach trochę jak u cioci w kibelku albo na korytarzu jej M-3 z wielkiej płyty. Maskujące siatki na suficie (ja rozumiem, wojskowe osiedle, ale no bez przesady), przeciętnej urody bar na środku. Przynajmniej jest znacznie jaśniej niż poprzednio, albo tak mi się chociaż wydaje. Duży plus, bo jedzenie w półmroku zabiera całą frajdę z fotografowania swojego obiadu.

DSC_0662

A jak już jesteśmy przy obiedzie, to karta – pierwszy raz, na swoje własne oczy, zobaczyłem pierwszą stronę menu po Rewolucjach. Magda Gessler poleca – brzmi zachęcająco! W końcu Parówkowy Baron Besos mylić się nie może. Numerem jeden jest krem z soczewicy. Może być.

DSC_0667

Jeszcze przed jedzeniem – mała szklanka herbaty. Na arabski smak, z dodatkiem cynamonu i kardamonu. On the house. Po odpowiednim dosłodzeniu (już na modłę turecką) – idealna.

DSC_0677

DSC_0676

Zaskoczył czas oczekiwania. 30 minut na zupę? No trochę długo. Ale jak już wjechała, to mnie całkiem rozchmurzyła – gorąca, sycąca, przyjemnie-korzennie doprawiona. Dość ciężka za sprawą soczewicy zmielonej w blenderze, ale jednocześnie lekka dzięki delikatnemu smakowi, przyprawom i aksamitnej teksturze. Do tego małe grzanki w zupie, i to samo pieczywo, czyli arabska pita, w roli zagrychy. Super sprawa.

DSC_0679

Niedługo potem wjechało drugie danie. Nie wiem co się stało, jak się to stało. Ale moje oczy mnie okłamały i uznały że Kobbeh Labanie to będzie coś, co mi będzie smakowało. No niekoniecznie. Kompletnie nie zrozumiałem istoty tego dnia. Z opisu:

Prasowana kasza burghul faszerowana mielonym mięsem wołowym z orzechami włoskimi, w sosie jogurtowym z miętą, kolendrą i kawałkami baraniny, podawane z ryżem i makaronem.

Spodziewałem się jakiejś formy czegoś co jest nadziane czym innym. To oblane jakimś sosem z mięsem, i podane na jednym talerzu z ryżem i makaronem. Niedoczekanie. Jeden talerz okazał się być czymś jak gęsta zupa, kompletnie nie w moich smakach, dość kwaśna od jogurtu. W niej kulki z kaszy, nadziane mięsem. Tu muszę przyznać, że tekstura tych klopsów mnie nieco zaskoczyła, za sprawą orzechów włoskich – wprowadziły element chrupkości. Ale na spróbowaniu się skończyło. Szybko zamieniłem się z mamą, która towarzyszyła mi w tej degustacji. Jej bardzo smakowało. Także to bardziej kwestia preferencji.

DSC_0684

W poprawionej wersji obiadu, na drugie danie jadłem Kawaj. To taka orientalna zapiekanka, z grillowanego bakłażana, cukinii (nie wiem czemu, ale zawsze sądziłem, że to to samo, wreszcie pojąłem różnicę), ziemniaków, przełożona mięsem wołowym, w sosie pomidorowym i z odrobiną sera na wierzchu, podana z kaszą bulgur. I to już zdecydowanie moje smaki.

DSC_0685

Mięso usmażone tak, że jeszcze zachowało odrobinę swojego koloru i soczystości; doprawione tak, by oprócz umami poczuć delikatną pikanterię, fajnie komponowało się z łagodzącymi obyczaje bakłażanem i cukinią. Do tego ziemniaki w formie talarków, uprzednio usmażonych na złoto i chrupiąco, całość pod ciągnącym się serem. Pycha. A no i kasza. Kasza, jaka jest, każdy widzi. Zdecydowanie genialna syryjska wariacja na temat kofty, czyli czegoś jak nasze kotlety mielone. Tylko oczywiście z innego mięsa, podane w innej formie.

DSC_0690

Co więcej mogę powiedzieć. Ceny restauracyjne, porcje restauracyjne – można się najeść, ale tu ważniejszy jest smak. Ta odrobina orientu, którą znajdziemy na talerzu. Czy polecam? Niby bardzo lubię bliskowschodnie smaki, ale Aramia to raczej knajpa na raz. Chyba że ktoś to naprawdę kocha. Taki to się odnajdzie. Bo takich knajp w Szczecinie mało. Pamiętam jeszcze jedną, libańską, ale zamknęła się, a w jej miejscu powstał… kebab.

Czy Kuchenne Rewolucje wpłyną jakoś na to miejsce? Z pewnością reklama już poszła w świat, teraz ludzie przychodzą sprawdzić na własnej skórze, czy zaszły zmiany. A co będzie po emisji w telewizji? Historia pokaże.

3,5/5

Ceny:

  • Krem z soczewicy 12 zł
  • Kobbeh Labanie 32 zł
  • Kawaj 30 zł

Aramia | www | Facebook
Romera 12, osiedle Zawadzkiego

  • Piotr Wycichowski

    Dzięki za ten opis. Zawsze coś. Program o Rewolucji tamże zachęca do odwiedzin. No może kiedyś…
    PS. Zdziwiło mnie, że jako gastro-ekspert nie wiesz czym się różni cukinia od bakłażana 🙂 No, ale rozumiem, że już się tajemnica wyjaśniła 🙂

  • Byłam przed i po Rewolucjach i mam bardzo podobne zdanie: niechlujne urządzenie lokalu, bardzo długi czas oczekiwania i dania, które nie spełniają oczekiwań. Z moich doświadczeń dodam jeszcze nieprofesjonalną obsługę i kiepską ofertę wegetariańską. Niektóre dania były bardzo smaczne, niektóre rozczarowały brakiem jakiegokolwiek smaku. Szkoda, bo jest to miejsce z potencjałem 🙂 Pozdrawiam!

    • zgadula

      Wprawdzie nie miałem tej wątpliwej przyjemności trafić na złą obsługę, ale reszta jak najbardziej.
      Dlatego tym bardziej jestem zaskoczony oceną lokalu w programie “Kuchenne Rewolucje”. Każdy jednak ma prawo mieć własne zdanie 😉